W górę i w dół. Znowu do góry i znowu na dół. Jak sinusoida. Do góry i przechodzi w tangens – do góryyyyyyy. Cotangens.
Raptowny powrót do sinusoidy.
Jestem z powrotem na sinusoidzie. Nie jestem tylko pewien gdzie.
Dzisiejszy dzień wcale nie był zły. W porównaniu z poprzednim tygodniem wręcz dobry. W pracy Ok. W domu też dobrze. Kilka rwanych nocy. Spodziewane przy trzylatku.
Raczej tendencja spadkowa. Fakt, trochę stresu, a kiedy się kończy, zaczyna się zjazd.
Jak narkoman. Na pełnych obrotach jest Ok, ale kiedy się kończy…
Chyba powoli zaczynam łapać jak to działa w moim przypadku. Wychwytywać potencjalne górki i dołki. To już dużo, bo zaczynam poznawać samego siebie tak trochę lepiej.
Dzisiejszy dzień jednak wytrącił mnie z równowagi.
Nie mam pojęcia czemu. Widzę to po swoich reakcjach i zachowaniu.
Nie był to szczególnie ciężki dzień w pracy. Jeden z tych spokojniejszych. Ale coś tam gdzieś poszło nie tak.
Obok, na kanapie śpi Lucyfer.
Zaniedbałem go.
6kg kota co przegania lisy.
Nagrałbym się, ale nie do końca czuję się z tym komfortowo. Wywiad, który kiedyś ze mną przeprowadziłaś, a który to potem wyemitowano w radiu uświadomił mi, że cholernie seplenię…
O losie…
Nie mam polotu dzisiaj na pisanie. Nie mam polotu na nagrywanie. Skasowałem połowę tekstu, który napisałem wcześniej. Tekstu, który traktował o moim złym stanie w tamtej chwili.
Po chwili przemyślenia stwierdziłem, że może jednak nie powinienem. Za późno. Przepadł. Przełączyłem się między notatkami i zmiany się zachowały. Nie będę go próbował odtwarzać.
I tak właśnie akapit za akapitem rodzi się kolejna notatka. Ta rodzi się w bólach. Punktem trzecim była kropka. Jaki będzie kolejny, okaże się w momencie zakończenia.
Muszę się w końcu zmobilizować i wrzucić archiwa poprzednich blogów do tego. Zastanawiam się tylko, czy wrzucić same teksty, czy może jednak stworzyć podstronę z pełnowartościową kopią (szata graficzna, linki, komentarze).
Z jednej strony tylko teksty, z drugiej całość. Bo w sumie blog był całością.
Znalazłem archiwum poprzedniego bloga z 2017 roku. W 2019 zamknęli portal. Nie jestem pewien czy póżniej cokolwiek jeszcze napisałem. Muszę sprawdzić kopie, którą mam zapisaną na dysku. Być może pojawiła się jedna czy dwie notatki.
Nie ważne. To tylko potwierdza częstotliwość pisania. 2011,2012,2013,2017 (poprzedni blog), teraz (obecny blog). Byłem szczęśliwy.
Dalej jestem. Po prostu pojawiło się więcej elementów stresogennych. Może nawet zbyt wiele w ciągu ostatnich lat. I być może to za długo zwlekałem z powrotem do pisania. Do mojej ucieczki, do mojego małego azylu, gdzie wszystko można powiedzieć, a poza tym nic nie będzie oceniane, do momentu w którym nie uznam tego za stosowne. Do momentu publikacji.
Wiem. Powtarzam się. Powtarzam motyw autoterapii i motyw ponownego pisania. Powtarzam to co już było (czyżby?). Tym razem nie do końca. Tym razem staram Ci się, drogi Czytelniku, zakodować w głowie, że ten blog nie jest ku Twojej rozrywce. Nie znajdziesz tu porad praktycznych czy „life hacków”. Nie znajdziesz tu humoru (czyżby?), nie znajdziesz tu recenzji (czyżby?) ani krytyki (czyżby?). Nie takie jest jego przeznaczenie. Przynajmniej na razie.
Ten blog jest narzędziem walki o moje zdrowe zmysły. Moją metodą poradzenia sobie z tym wszystkim co się we mnie skumulowało przez te wszystkie lata. A następnie w kolejności z tym co się kumuluje teraz.
Zastanawiam się jak głęboko będę musiał kopać sam w sobie zanim odkryję wszystko co mnie gdzieś tam gryzie. Trzy? Pięć? Dziesięć lat?
Z tym dawniejszym, przynajmniej tak mi się wydaje, w taki czy inny sposób się uporałem. Czasami tylko mam jakieś flashbaki.
Mam wrażenie, że to co mnie doprowadziło do obecnego stanu zaczęło się w 2019 roku. Zanim jeszcze zaczęła się pandemia, ba, zanim zaczęli o o covidzie mówić.
Nie do końca.
Miłość moja była w ciąży. W tym czasie robiłem remont. Zabrakło mi sił i nie dałem rady skończyć przed jej powrotem z Polski. Później popłynąłem, wróciłem, popłynąłem znowu. I wróciłem na stałe.
Potem zaczął się 2020. Mimo wszystko dobry rok. Nie brakowało pracy, czasu ani chęci. Aż do grudnia. Tam zaczął się dołek.
Tak jak patrzę na to teraz, to to wyglada jak kilka(naście/dziesiąt) fal o różnych długościach nakładających się na siebie. Górki i dołki się wzmacniają, różnice się niwelują.
Przez chwile mialem ochotę zrobić analizę następnych trzech miesięcy z uwzględnieniem 3-5 parametrów. Może kiedyś.
Jak jest teraz?
Punkt czwarty.
Trygonometria jest ważna
Leave a Reply