Month: January 2023

I co?

I nic. 

Mam zamiar pisać znów. Mam zamiar pisać znów. Mam zamiar pisać znów.

Mam zamiar pisać znów.

I tak powtarzam sobie do znudzenia albo do obrzydnięcia. Jak kto woli. Albo do momentu aż ilość powtórzeń będzie wystarczająca na jedną stronę.

Troje Was mam.

Córka, żona i kot.

Czworo, jeśli liczyć Arnolda.

Jak bardzo was kocham – to wiem tylko ja.

Jak bardzo was potrzebuje – to wiem tylko ja.

Jak bardzo was zawodzę – to widać. 

Jest mi o wiele łatwiej pisać niż na głos powiedzieć o tym, co siedzi w mojej głowie.

Jest mi o wiele łatwiej wyrzucić to wszystko w wirtualną przestrzeń, niż o tym powiedzieć. 

Wolę pisać, bo jak mówią, papier przyjemnie wszystko. I papier przyjmuje. 

Papier przyjmuje skargi i zażalenia. Papier przyjmuje pomysły i poprawki racjonalizatorskie. Papier przyjmuje niechęć i złe myśli. Papier przyjmuje życzenia, te pobożne też. Papier przyjmuje wszystko.

W tym przypadku wirtualny notatnik i klawiatura.

Jest mi łatwiej przelać, cokolwiek by to nie było, „na papier” niż powiedzieć o tym. Taka moja ucieczka.

Zawsze miałem z tym problem. Zawsze uciekałem w pisanie albo w wewnętrzne rozmowy z samym sobą, które to rozmowy kończyły się bliznami. 

Wolę więc pisać nauczony już doświadczeniem. 

Blizny w głowie da się ukryć, da zamaskować. Blizny na skórze zostają. A każda jedna coś znaczy. Każda jedna ma za sobą jakiś trudny etap. Cieszy mnie jedynie to, ze pojawiają się tylko kiedy się opale. 

Wstyd mi z ich powodu. 

Nie wstydzę się blizn po wypadkach, ba, nawet mi one przystoją. Opowiadają one dobre historie. Historie pełne miłości i zrozumienia. Historie pełne współczucia i pomocy. Historie o pomocy i zainteresowaniu. Historie jakich chce się słuchać. 

Na dobre i na złe. Tak sobie przyrzekaliśmy. Choćby nie wiem co się działo, będziemy się wspierać. Będziemy jedno dla drugiego i drugie dla pierwszego. W zdrowiu i w chorobie. Dla Ciebie ja i dla mnie Ty. 

Widzę to nawet kiedy Lucyfer przeszkadza.

Zapytałaś mnie kiedyś, dlaczego nie pokaże Ci „notatnika z Niemiec”? Nie byłem gotowy. Dalej nie wiem czy jestem. Sporo tam wspomnień, niekoniecznie dobrych. Niekoniecznie chciałbym do tego wracać.

Minęła dekada. Myślałem, że już wszystko to przetrawiłem. 

Wydawało mi się, że skoro byłem w stanie opowiedzieć o tym mojej Mamie to jest wszystko za mną. Chyba jednak nie…

Zawsze będzie to gdzieś we mnie siedziało, tak samo jak alkoholizm ojca/taty. Nie da się nad tym przejść do porządku dziennego. Sam nie do końca zdaje sobie sprawę jak bardzo głęboko to we mnie siedzi. 

Chciałbym Ci pokazać to, co wtedy napisałem. Kilka lat temu nie byłem gotowy na to, wolałem przekazać notatnik komu innemu. I przepadł. Nie wiem czy na dobre, czy tylko na chwile. Pięć lat? Może więcej.

Zacierają mi się w głowie wspomnienia tamtych wydarzeń. Pamietam twarze i pojedyncze sytuacje. Pamietam chęć przetrwania i chwile załamania. Pamietam moment, który mnie złamał i odbudował na nowo. Pamietam jak opowiedziałem o tym Mamie, chwile później mówiąc o tym, że jestem w życiu szczęśliwy.

Wspominam to jako bardzo oczyszczający moment. 

Ja płakałem.

Płakała mama.

Płakaliśmy oboje.

A teraz moja Mama zaczyna radioterapię.

Moja najwieksza bohaterka. Kobieta o tak nieprzeciętnej sile i wytrwałości, że Wonder Woman to przy niej trzylatka. Kobieta twardsza niż vibranium i elastyczniejsza niż Mr. Fantastic. Silniejsza niż Haulk i zuchwalsza niz Iron Man. Wszechmocna jak Thor i niezłomna jak Kapitan Ameryka. 

Moja.

Mama.

Tak bardzo była dla nas, że zapomniała o sobie. 

Jedno tylko mam wspomnienie, kiedy pomyślałaś o sobie. Wycierpiałaś za to niemało. 

Obiecałem Ci mamo, że jak będę duży, to będę Cię nosił na rękach. 

Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał…

Wyrzucam z siebie to wszystko, co mnie w jakiś sposób gnębi. Nie to co bierzące, ale to co siedzi od dawna. Na bierzące przyjdzie czas. To wszystko do czego tak bardzo nie chciałem wracać. Może jest w tyje metoda. Może to jest właśnie droga do narysowania tej grubej kreski pod tym co „kiedyś”. Uporać sie z przeszłością. Z tym wszystkim co mnie w jakiś sposób trzyma. Opowiedzieć o tym. 

Zanurzam sie coraz głębiej w przeszłość, we wszystkie te sytuacje kiedy dostałem kopa od życia, kiedy sie zawiodłem, kiedy…

No właśnie co…

Czy wyciągam z tego wnioski? 

I tak i nie.

Tak bardzo chcę ufać, ale moje zaufanie zostało nadwyrężone tak wiele razy…

Tak bardzo chcę wierzyć, ale moja wiara została złamana przez ludzi, którzy powinni być jej podporą…

Tak bardzo chcę być samodzielny, ale moja samodzielność…

Nawet nie wiem jak to wyrazić. 

Tak wiele wspomnień.

Wspomnienia są bardzo silnie związane z emocjami.

Czerwona kredka i rysunek na religię. 

Zrobiłem awanturę babci, że za czerwony kolor będzie pała. A babcia tylko narysowała czerwony uśmiech. Ocena była celująca.

Emocje. 

Punkt trzeci

Punkt

Mamroty

„Nowy rok – nowy ja”. „Wszystkiego dobrego w Nowym Roku”. Co tam jeszcze było…

Ach! No przecież „Niech ten Nowy Rok nie będzie gorszy, niż ten właśnie mijający” – moje ulubione, najbardziej przyziemne i, wydaje mi się, najprawdziwsze życzenia noworoczne.

Potworzę moje nareszcie zasnęło. Swoję drogą ciekawa odmiana. Czy to czyni mnie/nas potworem/potworami?

Wychodzi na to, że tak jak „dawniej” pozwolę moim tekstom żyć własnym życiem. Kształtować się tak jak myśl w danym momencie poprowadzi. I jedno nad czym ubolewam to to, że nie potrafię tak szybko pisać jak mi rozum dyktuje.

Bezwzrokowe pisanie i oczy skierowane w górę. Autokorekta,która czasem potrafi doprowadzić do szalu. Oto moi sprzymierzeńcy, z którymi czasami nie potrafię sie dogadać. 

Myśli rozbiegane. Tak wiele kotłuje sie w głowie i tak wiele jest do napisania. Tak wiele zdań ledwie rozpoczętych, które zapewne nigdy nie będą dokończone. W tak wielu kierunkach zdążam w środku nocy, ze nie potrafię tego wszystkiego złapać. Taka mnogość wszystkiego. 

Potworzę śpi. 

Miłość mojego życia śpi.

Ja nie śpię. 

Słucham oddechów waszyc

I pochrapywań

Kiedy Was noc zmogła i sen

I cieszy mnie spokojny oddech 

Modlitwa snów Waszych

Nawet kiedy znienacka

Mamroczesz albo mlaskasz

Jedna z drugą

Uśmiech mi na twarzy wykwita

Stenografia. Ot i mam rozwiązanie problemu? Zapewne zajmie mi chwile nauczenie sie zapisu stenograficznego, ale wobec zaistniałego faktu mojego ponownego rozpoczęcia pisania nie wydaje sie to takie zle. 

Nie tylko to. Wszelkiej maści kursy i szkolenia skorzystają na tym. Ilość informacji, ktore stenogram zawiera, a których brakuje zwykłym notatkom to jak niebo a ziemia.

Wytrenowany stenografista potrafi pisać szybciej niż większość potrafi mówić. 

Niemniej jednak myśl jest szybsza od mowy.

Najprawdopodobniej jednak nauka stenotypii skończy sie wraz z końcem tego tekstu. 

Taki już mój słomiany zapal. 

Nie do wszystkiego. Chyba.

Patrząc na siebie zastanawiam sie w czym tak naprawdę jestem dobry. W czym sie sprawdzam, w czym doszedłem do perfekcji? I chyba nie ma czegoś takiego. Zgłębiam wiedzę w danym zakresie do jakiegoś poziomu, a potem przeskakuje nacoś innego. Czasem wracam do poprzednich tematów i rozwijam je dalej, a czasem nie.

W niczym nie jestem naprawdę dobry. 

Czy w czymkolwiek bym chciał?

Punkt drugi

Księżyc jest ważny

Księżyc

© 2025 uciekinier

Theme by Anders NorenUp ↑